GRECJA - NEI PORI '2001


Mieszkałam w miejscowości turystycznej Nei Pori (znajdującej się w zatoce Thermaikos) niedaleko Platamonas, czy Leptokarii (a jeszcze dalej Paralii).

kliknij, aby powiększyć
w barze Dionizosa w hotelu Aronis, w którym mieszkałam

Właściciel hotelu - Dionizos - jest najlepszym hotelarzem jakim spotkałam podczas moich pobytów w Grecji. Jest sympatyczny, wesoły, lubi postawić własne winko, piwo, czy jakieś drinki, do tego odgrywa w barze greckie kawałki, także klimat jest typowo grecki :)

kliknij, aby powiększyć
na schodach hotelu

Plaża była bliziutko, kilkadziesiąt metrów od hotelu - prawie rzut beretem - w miare czysta.

kliknij, aby powiększyć
na plaży w Nei Pori, w tle widać góry

Miasteczko typowo turystyczne, same hotele, apartamenty, markety, długa szeroka piaszczysta plaża i przechadzający się co 5 minut sprzedawcy czegoś ala tłustych pączków (w roku 2003 w Paralii były po 1 €) oraz drących się na całe gardło z greckich nazw tego czegoś - freeeeesko loukoumades, oriste pedia! - lub "neeeeescaafeeeeee frappeeeeee" :) - czyli standardowej lodowej kawy z pianką. Przez całe miasteczko biegnie jedna wielka szeroka droga, od niej odchodzi kilka prostopadłych i są też równoległe, także dość szerokie, żeby można było sobie spokojnie bez obaw, że się wjedzie na krawężniki, jechać. Sprawia to wrażenie przestrzenności miasteczka. Nie jest takie ciasne, jak niektóre stare miasta greckie. Powiedzmy, że w centrum tego miasteczka jest mini wesołe miasteczko z jakimś tam "diabelskim młynem", karuzelami, samodzikami, strzelnicą, zamkiem strachów, domem luster itp. Nieduże to, ale dzieci mogą gdzie iść, jak im się już znudzi leżenie na plaży. W Nei Pori nie ma konkretnej dyskoteki. Czasami w hotelach są organizowane, wtedy 'nawoływacze' jeżdżą po mieście i zaczepiają miłe panie (tak jak to było w moim przypadku ;) ) i zapraszają na dyskotekę. W Platamonas już są konkretniejsze dyskoteki. A w ogóle najfajniejsza dyskoteka jaką widziałam kiedykolwiek to jest własnie jakieś kilkanaście minut samochodem dalej. Nazywa się Kastra (od greckiego słowa kastro = zamek), a to chyba dlatego, że jest zrobiona w stylu zamku. Chodziły takie plotki wśród naszych, że był to rzeczywiście kiedyś zamek, a potem w jego ruinach zrobili dystkotekę. No i sam widok z zewnątrz już budzi wrażenie, bo wygląda to jak zamek, oświetlone pięknie kolorowymi światłami, przyzdobione kwiatami, a wewnętrz - dyskoteka "pod gołym niebiem". Dyskoteka posiada "wyrzutnie lasera" - jak ja to nazywam, zielone nastrojowe lampy, w środku są palmy, drzewka i inne tego typu bajery. Na dole jest duży jajowaty bar, w którym spokojnie dogada się np. po angielsku z wszystkimi barmanami lub barmankami. Nad tym barem jest coś w stylu balkonu, na którym są stoliki. Na dole dookoła baru jest dużo wolnego miejsca. Każdy tańczy tam gdzie chce, gdzie jest miejsce. Jest dużo stolików i krzeseł. Dookoła tego wszystkiego po bokach jest takie podwyższenie, na którym także są stoliki i dużo miejsca do poskakania sobie. Muzyka jest różna. Poprzez hity - aczkolwiek dużo takich światowych aktualnych nie grali. Dużo było greckiego popu czy dance - ja to tak bym nazwała. Ale powiem, że nawet była to sympatyczna muzyka. Jak wiadomo grecka muzyka jest bbaaaaaardzo sympatyczna, więc jak ktoś lubi greckie rytmy i dźwięki, na pewno również nie będzie narzekał na di-dżeja. Osobiście byłam w Kastra raz i bardzo mi się tam podobało. Po prostu wystrój zewnętrzny na podobę ceglastego zamku, współistnienie drzewek i gra świateł oraz rozgwieżdżone niebo nad głowami robi niesamowite wrażenie. Pomijam fakt, że parę razy wylądował na mnie jakiś wstrętny czarny robal.... uuuuhhhbbbbrrrrr ffffe, większy od naszych przeciętnych małych żuczków.
Zasługujące na uwagę są tu niewielkie ruiny zamku w Neos Pantaleimonas (chyba tak to się nazywało). Zamek ten jest jakieś 2 godzinki spacerkiem od końca Nei Pori gdzie mieszkałam. Jest on widoczny również z plaży. Z Nei Pori przez miejscowość Platamonas jeździ do zamku w Neos Pantaleimonas taki mini kolorowy radosny pociąg składający się z kilku otwartych przewiewnych wagoników. Takich "trainów" jest kilka w różnych kolorach, w zależności od tego gdzie się chce jechać. Ale osobiście polecam spacer na zamek.

kliknij, aby powiększyć
zamek widoczny z Platamonas

Zamek znajduje się na lekkim wzgórzu,

kliknij, aby powiększyć
zamek na wzgórzu nad morzem, widoczny był także z Nei Pori

kawałek trzeba troszkę do góry podejść. Ale to niedużo. Podejście najpierw jest cały czas drogą asfaltową, a potem kilkaset metrów po spieczonej ziemi już na drodze polnej do zamku. Wejście na teren ruin jest bezpłatne. ponieważ rzeczywiście są to ruiny. Oprócz małego kościółka ku czci ichniejszej świętej Paraskevi, znajdującego się na terenie ruin, w sumie nic tam nie ma. Jest piękna wieża - obiekt zdjęć.

kliknij, aby powiększyć
wieża na terenie zamku

Jest parę drzewek rosnących w środku, ponieważ teren zamku to tak jakby tylko mury otaczające dawny zamek. Rośnie tam jakaś spieczona roślinność, jest kupę odkrytych kamieni, ale za to jakie piękne widoki z góry na morze oraz na miasteczko Platamonas!!!!!!! Ci którzy lubią dreszczyk emocji, mogą przejść się po nierównym murze kamienistym, który ma jakieś 40 cm szerokości, a z boku jest ogromna przepaść... brrr. Miałam okazję zmierzyć się z tym murem, potem dopiero pomyślałam, że jakby się tak przez przypadek lekko kipnąć, to przez taką bezmyślność można by już więcej nie podziwiać tak pięknych widoków. Na terenie ruin zamku nie ma żadnych sklepów, ale co najważniejsze jest tam kran z czystą wodą, wiele osób korzysta z uprzejmości tego kranu, kiedy pokonając w końcu wzgórze dochodzą do ruin w upale i będąc zalanym potem od stóp do głów. Nie, no przesadziłam troszkę. Ale rzeczywiście w miesiącu lipcu jest już tam jak na patelni.

kliknij, aby powiększyć
na murach zamku, w dole przepaść i dalej morze

W miasteczku Nei Pori jest jeszcze wiele domków, które dopiero się budują, szczególnie na terenie byłych bagien, bo chyba już tylko tam pozostało wolne miejsce ;). Widok budujących się domków stanowczo burzy spokój i piękno tych już ugruntowionych. Na terenie byłych bagnisk powstają ciągle nowe hotele, jeszcze wtedy stamtąd ciągnęło najwięcej komarów. W miejscowości Platamonas, w której mieszkałam rok później nie ma już praktycznie wcale komarów. Dlatego jadąc do Nei Pori na miejsce bliżej dawnych bagien, należy zaopatrzyć się w "zbroję" od stóp do głów ;) przeciw tym natrętnym "wampirom". Szczególnie ok. godziny 20.30 i wzwyż zaczynają się ich zacięte ataki na żywe chodzące jedzonko :) Miasteczko Nei Pori - bo zapomniałam powiedzieć - leży prawie że u stóp pasma Olimpu. Z plaży widzimy pasma gór, nad którymi czasami zbierają się chmury, a czasami nawet strzelają pioruny. Dlatego miejsce to jest wymarzonym miejscem dla miłośników morza i gór. Morze jest czyściutkie, cieplutkie (jak to w zatoce Thermaikos - od tego, że jest ciepła właśnie) i bardzo słone. Większe muszelki czy też bursztyny znaleźć w tym terenie plaży jest bardzo ciężko (nawet z małymi jest problem i trzeba anielskiej cierpliwości żeby coś znaleźć). Miejscowi wyławiacze dużych muszel robią to wypływając kilkadziesiąt, czy paręset metrów w głąb morza. W miasteczku jest mnóstwo tawern, kafei, restauracji i barów. To tu, to tam rozlegają się rytmy przeważnie greckiej muzyki. Jest tu też kawiarnia internetowa, ale nie powiem żeby była tania, bo za 4 minuty połączenia przez "super extra szybki" komputer chyba jeszcze z serii 486, płaciło się monetą 100 drachmową (dane z 2001 roku). Zanim jakaś strona się załaduje, to już program się wyłączy zanim wcześniej nie wrzucimy następnej monety. W Nei Pori znajduje się też bardzo ładnie wyglądający z zewnątrz kościół. Niestety nie wiem jakiej religii (ale chyba jest to ichniejsza cerkiew), ale jako obiekt fotograficzny jest godzien zainteresowania naszych aparatów :)




WYCIECZKA THESALONIKI '2001

W tym roku wybrałam się na wycieczkę do Salonik - drugiego co do wielkości miasta Grecji. Jest tam parę ciekawych obiektów, takich jak Biała Wieża,

kliknij, aby powiększyć
przed Białą Wieżą

będąca symbolem Salonik, kościół św. Demetriusza, parę pomniejszych zabytkowych kapliczek, czy kościołów. Jest też słynny łuk triumfalny, a raczej jego części, aczkolwiek jeszcze w znacznej mierze. W Salonikach byłam na ogromnym targu, na którym można było zakupić wszystko, począwszy od niezawsze ładnie pachnących ryb (które pewno łowi się tutaj, jest tu port rybacki i pewno nietylko), owoców, fatałaszków oraz innych przeróżnych rózności. Ja osobiście szybko stamtąd uciekłam, ponieważ hałaśliwe nawoływanie sprzedawców i zachęcanie do zakupienia czegoś u nich zdegustowało mnie niezmiernie. Nieprzyzwyczajona do takiej formy sprzedaży, czym prędzej wzięłam nogi za pas, wycofując się z terenu walk o klienta. Tak jak w Salonikach nie ma zbyt dużo ciekawych obiektów, tak za granicami Salonik, z otaczających je wzgórzy można podziwiać cudowne widoki: miasta widzianego z góry, a także znajdujących się tam kamieniołomów, czy skał mieniących się całą gamą ciepłych kolorów. I tu serdeczne podziękowania znajomemu za pokazanie mi Salonik w znacznie większej mierze, niż obejmował program wycieczki. Dziękuję.

kliknij, aby powiększyć
na wzgórzach wokół Salonik

Wprawdzie pogoda w tym dniu nie dopisała i niebo zasunęły w końcu kłębiaste chmury, z których spadł deszcz, a przez tę słabą widoczność nie w pełni można było podziwiać ze wzgórza walory Salonik, ale prawdą jest, że nie ma drugich Salonik na świecie :) i nigdzie indziej niż w Grecji miasta tego nie znajdziecie :)

kliknij, aby powiększyć
na promenadzie niedaleko portu, w tle Biała Wieża




WIECZÓR GRECKI '2001

Będąc w Grecji oczywiście nie sposób przeoczyć tradycyjnego greckiego wieczoru. Każdy dostaje tackę pełną żarcia (zimnego) i wina do woli , nauka tańców greckich, szczególnie słynnego utworu Zorba - Mikisa Theodorakisa - greckiego Szopena, który to taniec chyba znają wszyscy, a Polacy chyba go szczególnie lubią, zwłaszcza na skocznych imprezach. Nasz wieczór grecki organizowany był w Nei Pori "pod gołym niebem", w miejscu gdzie na bokach porozstawiane były stoliki z różnego rodzaju potrawami typowymi dla Grecji, a w centrum uwagi basen. W czasie wieczoru greckiego oczywiście były pokazy folklorystycznego zespołu tanecznego, który w swoich narodowych strojach wywijał typowo greckie tańce.

kliknij, aby powiększyć
zespół taneczny wykonywał tańce folklorystyczne

kliknij, aby powiększyć
a ten Grek cieszył się największym wzięciem paparazzi-ów ;)

Jak już się ludzie stali bardziej odważni po wypiciu sporej dawki wina greckiego - retsiny, co niektórzy oczywiście w środku nocy poczuli się jakby w południe i w celu ochłody wskakiwali do tego basenu. Oczywiście ubaw był niezły i nikt nie miał nic przeciwko temu, jak ludzie w ubraniach ładowali się na hurra do basenu :) Ciekawie potem wyglądało suszenie dokumentów i pieniędzy :) Po części greckiej, już dość późno, odgrywano popularne utworki i była to taka mini dyskoteka na wolnym powietrzu. Wszyscy uczestnicy wieczoru, z gębami od ucha do ucha, rozradowani i rozbawieni wracali do hoteli ok. godziny 2. Oczywiście cała ta przyjemność kosztowała 30 DM (to tak jak wycieczka w odległe o ok. 2 godziny drogi Meteory), ale myślę, że było warto to przeżyć i nikt tego nie pożałował.

Powyżej wykorzystałam mój wcześniejszy opis z 2001 roku, który zamieszczony wtedy został na stronie grecja.home.pl.

Powrót do strony głównej